Dziś byliśmy na kontroli u neurologa. Gosia dostała leki na spowolnienie, bo ogólnie jest za szybka-cały czas w ruchu. Niestety leki nie działają, głównie chodziło o to żeby Gosia przybrała na wadzę.
Przez bycie w ciągłym ruchu bardzo dużo spala a nie da rady już więcej ilościowo jeść.
Neurolog poparł też naszą chęć zakupu dla Gosi chodzika-oczywiście kiedyś w przyszłości -11 tysięcy( koszt chodzika) to dla mnie rok zbierania darowizn na subkoncie Gosi.
W przyszłym tygodniu Gosia idzie do szpitala na gastroskopię-trzeba sprawdzić czy nie odnowiły jej się wrzody w żołądku.
Ostatnio jest marudna, kilka razy wymiotowała być może to wrzody : (
Profilaktycznie podaję Gosi "Polprazol" i "Ranigast".
Wymyślam różne zajęcia dla Gosia aby ją stymulować-obok na zdjęciach Gosia w dużym pudle.
Jest to doskonała terapia na poznawanie swojego ciała : ))
Gosia w tym kartonie bawiła się godzinę, wykonując różne akrobację, kręcąc się wokół własnej osi.
Pogoda jest wspaniała i jak tylko możemy jesteśmy na spacerze : ))
Gdybym miała mieszkanie na parterze byłabym szczęśliwa, a tak muszę tachać wózek po schodach w wąskiej klatce schodowej. Nie zawsze mam na to siłę, chęć i możliwości.
Mój kręgosłup już siada, leczę się u neurologa, który zabronił mi dźwigać ciężkie rzeczy : ((
Mieszkanie jest bez windy, bez możliwości likwidacji barier architektonicznych.
Gosia wychodzi na spacery rzadko, a tak je uwielbia.
Mam złożony wniosek o zamianę mieszkania na parter od trzech lat i nie dostałam żadnej konkretnej propozycji.
Muszę więzić dziecko w domu - czy tak powinno wyglądać życie człowieka, który opiekuję się chorym
dzieckiem?
Nie powinnam mieć chociaż mieszkania na parterze z pokojem tylko dla Gosi-czy to aż tak duża pomoc byłaby od władz miasta Sosnowiec?
Czy to moja wina, że źle postawiono u mnie diagnozę i Gosia przyszła na świat 3 miesiące wcześniej.
Czy to moja wina, że w szpitalu zarażono ja trzema sepsami uszkadzając mózg, nogi, wzrok i słuch.
Czy to moja wina, że w czasie porodu przez lekceważenie lekarzy Gosia została niedotleniona i miała wylewy krwi do mózgu.
Więc Kochani gdzie tu jest sprawiedliwość : ((
Dziękuję, że Wy jesteście, bo bez Was nie dałabym wcale rady.
Dość żalów.
Gosiaczek chodzi czasami na spacery ze swoim kolegą Piotrusiem.
Są rówieśnikami : )
Niestety oboje są tez aż tak bardzo pokrzywdzeni przez los.
Obok zdjęcie Gosi i Piotrusia na spacerze wiosennym :))
Gosia w szpitalu była trzy dni. Pobrano jej bardzo dużo badań, zrobiono gastroskopię z wycinkami.
Wypis ma być 4 kwietnia i wtedy dowiem się konkretnie na co wskazują badania.
W gastroskopii wyszło stare krwawienie w żołądku oraz nadżerki-skąd nie wiadomo.